odkleja się od świadomości, tylko
ciągnie ku sobie, jakby chciał przeciągnąć
linę na piknikowym konkursie.
Gorąca kawa wygrywa, choć
ciągle jest jeszcze tępo, płasko i brudno.
Ostatnie zdanie ze snu ciągle nęci,
choć jest tylko strzępkiem:
„ulica Nieszawska w prawo i przez krzaki”.
Reszta jest zamazana, dziury, luki, braki.