— Aha... ten szarlatan indyjski! — wtrącił Zygmunt.
— Jak go zobaczę, powiem ci, czy jest szarlatanem — odparł Jan — A tymczasem słyszę, że człowiek ten czyta w cudzych myślach, widzi przez ściany, opowiada przeszłość i przyszłość. Mówią też o nim, że potrafi unosić się w powietrzu, znikać albo ukazywać się w miejscu zamkniętym...
— Słowem: istny diabeł! — roześmiał się Zygmunt.
— O gdyby nim był! — zawołał Władysław Miler, podnosząc ręce do góry. — Sprzedałbym mu duszę w zamian za jego potęgę, a wtedy... pogadalibyśmy z Prusakami.
— Może o pracy, mądrości i cnotach? — zapytał Goldberg szyderczo.
Władysław zamyślił się.
— Czy ja wiem? — rzekł. — A może i o twoich projektach: dynamicie, cholerze, dżumie...
— Człowieku, więc za to szatanowi oddałbyś duszę? — zawołał Czerski.
— Uspokój się, stary — wtrącił Zygmunt. — Władek jest tak dobrym politykiem, że oddaje tylko to, czego nie posiada, takiemu, który nie istnieje.
Ponieważ dwaj panowie podnieśli się ze swych słupków, Miler rzekł głosem jękliwym: