Idę...
Świat zamarł w wyczekującym walki bezruchu
jak krokodyl grzejący się nad Nilem
i tylko nieba brzuchem
poruszają chmury kolorowe, potwornie leniwe.
A ja idę...
Wiatr zawiał z zachodu
i płaszcz mój nadął jak parasol.
Nie szkodzi!
Czasem i wiatry są życia okrasą,
czasem bogactwem jest bieda.
Noc mnie kocha;
Wiem na pewno,
Maurycy Schlanger
Idę...
Wyznanie moje
Idę...
Puste stronice
Rozmowa
Synowie Izraela
Czarna bajka
Business
Wiersz sentymentalny
Obczyzna
Katastrofa
Szczęście
Zaułki
Bunt linotypów
Wiersz pacyfistyczny
Czarna pani
Wiersz smutny
Ty
Wyznanie moje
Intermezzo jesienne
Twój pokoik
Październik na wsi
Hymn
SOS
Poezja jesienna
Opowiem ci bajkę...
Żarcik
* * *
List
Finale
Wiersze banalne
* * *
Marzenia
Majaczenia
O człowieku zezowatym
Kwadrans po północy
Zachód na letnisku
Wieczór banalny
Do pamiętnika małej dziewczynki
Metamorfozy
Plagiat
O wiośnie
Groby librecistów
Wieczorna wędrówka
Humoreska
Moje bogactwo
Modlitwa
Cudzoziemiec
Odwilż
Śmierć ateisty
Pierwszy bilans